:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  -10°C słabe przelotne opady śniegu

Budżet Partycypacyjny: Projekt „Chodniki wolne od rowerów” – po realizacji do dalszej konsultacji

Budżet Partycypacyjny: Projekt „Chodniki wolne od rowerów” – po realizacji do dalszej konsultacji

Wojna o „Chodniki wolne od rowerów” rozpoczęła się na dobre dopiero po zrealizowaniu pomysłu. Wcześniej były niby konsultacje, ale dopiero efekt końcowy unaocznił o co chodziło w projekcie przyjętym w ramach Budżetu Partycypacyjnego Mokotowa.

Projekt ma bowiem dość mylącą nazwę. W rzeczywistości chodziło o istotne zmiany na kilkunastu ULICACH Starego Mokotowa. Skupia się on na komforcie pieszych oraz rowerzystów, zachęcając tych drugich do porzucenia chodników na rzecz jezdni. W ramach projektu wybudowano więc drogę dla rowerów na ul. Batorego, wraz z przebudową chodnika i posadzeniem drzew i krzewów, wyznaczono nowe przejścia dla pieszych na ul. Madalińskiego, poszerzając chodniki i eliminując nielegalne parkowanie oraz wyznaczając pasy postojowe na jezdni. Dopuszczony tez został ruch rowerowy pod prąd na ul. Dąbrowskiego (wraz z poszerzeniem chodników i eliminacją nielegalnego parkowania).

I to właśnie to ostatnie rozwiązanie uruchomiło fale protestów społecznych okolicznych mieszkańców, którzy zaczęli alarmować media o dziejącej się niesprawiedliwości. Zajęła się tym m.in. „Gazeta Stołeczna”, która piórem Jarosława Osowskiego tak to skomentowała: Zostawmy emocje i przyjrzyjmy się, jak wygląda teraz ul. Dąbrowskiego między al. Niepodległości a Wołoską. Rowerzyści mogą tu pedałować pod prąd. Umożliwiają to wymalowane na jezdni odcinkami wąskie czerwone pasy. Mieszkańcy twierdzą, że to rozwiązanie dla samobójców. Nie przyjmują argumentów, że zostało sprawdzone na kilkudziesięciu warszawskich ulicach, a wcześniej w innych miastach i nie ma tam groźnych wypadków. Może z czasem przekonają się sami. Zgadzam się jednak, że zamiast kontraruchu na jezdni można było wytyczyć wzdłuż ul. Dąbrowskiego ścieżkę rowerową obok chodnika. Przynajmniej na odcinku między Łowicką a al. Niepodległości, gdzie jest sporo miejsca. Niektórzy nie lubią jeździć na dwóch kółkach razem z samochodami, nie czują się na jezdni bezpiecznie. Urzędnicy powinni brać to pod uwagę. Przy przejściach dla pieszych zamontowano wysepki zwężające przejazd. Zdecydowanie poprawia to bezpieczeństwo, bo kierowcy muszą zwolnić, a pieszy ma do pokonania mniejszy odcinek jezdni. Niestety, nawet podczas piątkowej pikiety mieszkańców samochody stały na chodnikach bezpośrednio na zebrze albo tuż obok, zasłaniając widoczność. Tak było na wysokości Centrum Nurkowego i przy rondzie Pawła Jasienicy. Policjanci zaczęli wypisywać mandaty. – To dlatego, że jest ta pikieta. Gdzie miałem zaparkować? – pytał rozżalony kierowca ciemnego bmw. Dzielnicowy odpowiedział porozumiewawczo: – Wiem, wiem, też tu ciągle jeżdżę”.

Protesty na tyle się nasiliły, że burmistrz Mokotowa postanowił skierować ów zrealizowany projekt do dalszych konsultacji. Można powiedzieć: rychło w czas… Przypomnijmy – czytamy w oświadczeniu stowarzyszenia Miasto Jest Nasze – Mokotów – że BP ma na celu zachęcanie mieszkańców do większego zainteresowania się sprawami miasta i zachęcać do dbania o sprawy dla nich ważne. Opisywany projekt spełniał wszystkie wymogi, został zatwierdzony i co najważniejsze został wybrany przez mieszkańców. Swoją decyzją Bogdan Olesiński pokazał mieszkańcom dzielnicy, że ich zdanie nie ma większego znaczenia, nie trzeba się z nim liczyć i zawsze na każdym etapie można je odrzucić. To niebezpieczne zachowanie, podburzające zaufanie obywateli do mechanizmu budżetu partycypacyjnego”.

To jeden ważki argument. Drugi dotyczy nieuprawnionej – zdaniem MJN – ingerencji ZDM w sam projekt: Uważamy też za bardzo niefortunne rozwiązanie podjęte przez ZDM - a więc połączenie określonego w projekcie BP wyznaczenia kontrapasów rowerowych z - kontrowersyjnym - uporządkowaniem parkowania. (…) Miejsc parkingowych nie brakuje dlatego, że są w Warszawie rowerzyści, ale że jest ich za mało. Natomiast za duża jest grupa osób regularnie korzystająca z auta. Każdy, kto długo szuka miejsca, powinien więc być wdzięczny sąsiadowi, który zrezygnował z auta na rzecz roweru, bo dzięki temu nie zajmuje on miejsca swoim autem. Bez dobrej infrastruktury rowerowej i dostępnego transportu publicznego, nadal auto będzie jedyną opcją dla wielu osób”.

Różnie można te argumenty oceniać. Dla nas istotne jest to, że zainteresowanie mieszkańców Dąbrowskiego w momencie, gdy był czas na konsultacje projektu, było niemal zerowe, sprzeciwów nie było. Teraz zaś rozpoczynanie kolejnych konsultacji, których efekt jest wiadomy, a spowoduje on ewentualne zmarnotrawienie społecznych pieniędzy, to nie najlepszy pomysł. Co więc trzeba by zrobić? Przekonać. Kto kogo? Oto jest pytanie…

Fot. RDC


chodniki wolne od rowerów - komentarze opinie

  • Gozść - niezalogowany 2018-02-07 17:50:44

    Człowieku piszacy te bzdury. Mieszkam tu i nie widze powodu dlaczego miasto zmusza mnie do porzucenia samochodu. Na Mokotowie sprzedalo deweloperom wiekszosc parkingow. Byly to miejsca gdzie mieszkancy starych blokow bez parkingow podziemnych mogli parkowac. Obecnie dzieli sie ludzi na tych ktorzy parkingi maja w nowych budynkach i tych ktorzy jak swinie musza szukac miejsca pkd wlasnym domem bo niby ekolodzy nie walcza o zielen i brak zabudowy kanalow powietrznych. Zwezanie ulic pod sciezki dla rowerow ktore to sciezki nie sa przez pol roku praktycznie nieuzywane powoduje np pod moim oknem korek ok w godzin dluzszy. To jest eko. Mam nadzieje ze mieszkancy starych blokow na Mokotowie wreszcie pogonia w wyborach ludzi ktorzy nie rozumieja ich potrzeb ale za to kochaja deweloperow. Miasto wcale nie musi buc ciasne, a blok stac co. 10m.

Dodajesz jako: Zaloguj się