:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  9°C mgła

Dramat w szpitalu MSWiA: Jerzy Ch. nie przeżyłby, gdyby nie młody lekarz i jego empatia

Dramat w szpitalu MSWiA: Jerzy Ch. nie przeżyłby, gdyby nie młody lekarz i jego empatia

Trafił do szpitala MSWiA na Wołoskiej, choć się tego bardzo obawiał. Po wielu perypetiach w innych szpitalach, tu wreszcie stwierdzono, że ma zawał i trzeba szybko decydować się na zabieg. Gdyby nie empatia młodego lekarza, pewnie by już nie żył.

Zaczęło się od silnych bóli w żołądku oraz lewej ręki i ramienia - w drodze do pracy. Pierwsza wizyta w szpitalu na Stępińskiej, na ostrym dyżurze. Wszechstronne badania i wynik niejasny. Może to kręgosłup, a może komplikacje gastryczne. Dostał leki na żołądek. Ale w dwa dni później było jeszcze gorzej. Wylądował na Lindleya. Wszechstronne badania i znowu nic. Tylko dobra rada: potrzebny jest chyba remont całego organizmu…

Jerzy Ch. ma 65 lat

Pomyślał: - Może będzie trzeba przystąpić do tego remontu… I dalej leczył żołądek. Ale 22 lutego br. – znowu w drodze do pracy – żołądek dał o sobie znać tak silnym bólem, że trudno było wytrzymać. – Istny wulkan w środku – mówi pan Jerzy. – Znów wylądowałem na Stępińskiej. I dopiero teraz okazało się, że to ani ręka, ani żołądek, lecz złe zmiany w sercu. Dostałem skierowanie do szpitala, na Spartańską.

Ale nie dotarł. Postanowił najpierw pojechać do domu, żeby powyłączać wszystkie urządzenia elektroniczne. Przecież nie wiedział, co go spotka. W domu się dowiedział: dopadł go taki ból, że nie mógł wytrzymać. Wezwał pogotowie. Przyjechało. Nie może nic dobrego powiedzieć o tej ekipie poza tym, że zabrała go na Wołoską.

Nie lubił tego szpitala. Różne strzępy informacji medialnych, doświadczenie ze śmiercią ojca tutaj właśnie, potęgowały tylko obawy. A kiedy diagnoza lekarska wykazała zawał serca, ten lęk wzrósł w dwójnasób. A wzrósł jeszcze bardziej, kiedy okazało się, że jedynym sposobem uratowania mu życia jest dość inwazyjny zabieg wstawienia stentów.

Lepiej umrzeć?

- W ogóle nie chciałem słyszeć o zabiegu – wspomina dzisiaj, w dwa dni po zabiegu, rozluźniony i radosny. – Pomyślałem, że lepiej umrzeć ze świadomością nieuchronnego niż oddać się w ręce lekarzy, którym nie ufam. Dużo by mówić dlaczego. Teraz to nieważne. Ważne, że byłem w panice i że w chwili najważniejszej dla mnie pojawił się… On. Młody lekarz, niespełna 30-letni, z Kliniki Kardiologii Inwazyjnej, który – w przeciwieństwie do innych lekarzy – przemówił do… mojego lęku. Mówił do mnie, jak do przerażonego dziecka. Bo takim zresztą byłem w tamtej chwili.

Wskazała go na obchodzie dr Hanna Rdzanek, szefowa Oddziału Intensywnej Opieki Kardiologicznej, mówiąc, że ten lekarz na pewno mnie przekona. Nie uwierzył, ale posłuchał. I dał się przekonać. Od myśli o nieuchronnej śmierci przeszedł nagle do nadziei. I postawił warunek: to ten młody doktor ma prowadzić zabieg.

- Ten młody doktor nazywa się Paweł Modzelewski. Myślę, że powinien wiedzieć, iż ma na swoim koncie jeszcze jedno uratowane życie i dozgonną wdzięczność.

Bo zabieg, który przeprowadzał, zakończył się powodzeniem. Był bolesny, męczący i stresujący. Ale pan Jerzy cały czas pozostawał w przytomności i – jak teraz żartuje – gdyby miał nagle zejść, to by go uprzedzili…

Młody Lekarz

Dr Rdzanek, szefowa młodego lekarza, podkreśla, że z całą pewnością w przypadku jej podwładnego stażysty bardzo ważna jest jego postawa zawodowa, która w dużej mierze wynika z postawy życiowej, ukształtowanej w rodzinie i środowisku. Ale najważniejsza jest wiedza. Bo skuteczna medycyna na tym się opiera – na faktach. Można być młodym – podkreśla – a mieć wiedzę taką, która przyćmiewa brak wcześniejszego doświadczenia.

Dr Paweł Modzelewski jest człowiekiem skromnym. W swojej pracy próbuje kierować się dewizą „traktuj pacjenta tak, jak sam chciałbyś być traktowany”. Wie, jak ważna jest rozmowa z pacjentem, który ma być poddany życiowej operacji. Wie, jak wysoki jest poziom lęku w takich sytuacjach, u każdego zresztą inny, i wie, jak istotne jest to, aby pacjent zrozumiał, zaufał i… współpracował.

Młody doktor pochodzi – można powiedzieć – z lekarskiej rodziny. Ojciec jest weterynarzem, a brat kardiologiem. Zwłaszcza brata, o wiele starszego od siebie, obserwował uważnie, i to chyba jego doświadczeniem się przejął, kiedy sam podjął decyzję o specjalizacji z kardiologii.

- A tak w ogóle – mówi na koniec naszej rozmowy – to liczy się zespół. Gdyby nie koledzy i koleżanki, lekarze i pielęgniarki, stojący razem przy stole operacyjnym, sukcesów by nie było.

No, to postawmy kropkę nad „i”… Ten zespół, o którym mówił Paweł Modzelewski, pracuje w większym teamie, w Klinice Kardiologii Inwazyjnej pod kierownictwem prof. Roberta Gila. I jak mówi wdzięczny uratowany: - Ryba czasami też pachnie – od głowy…

Fot. fasadaroku.pl


Dramat w szpitalu MSWiA: Jerzy Ch. nie przeżyłby, gdyby nie młody lekarz i jego empatia komentarze opinie

  • gość 2017-02-24 18:35:32

    Czy autor tych wypocin mógłby zmienić tytuł? Powinno być, że to w innych szpitalach byłby dramat a nie na Wołoskiej.

  • gościna - niezalogowany 2017-02-24 20:12:35

    Jedna jaskółka nie czyni wiosny ......to zły szpital - inaczej -nie szpital ale część lekarzy . Moja rodzina straciła tu dwie osoby i choć jedna nie umarła od błędu to od braku empatii. Może ta jaskółka uczyni w tym szpitalu i nie tylko w tym wiosnę ?

  • Pacjent - niezalogowany 2017-02-24 20:21:06

    Niestety w szpitalach zle sie dzieje.Pacjenta ma sie za nic.Brawo szpital Wolowska takich lekarzy nalezy nagradzac uratowac zycie to nie jest zabawa.Pozdrawiam internautow.

  • Gość - niezalogowany 2017-03-04 18:16:28

    Z tego co wiem pacjent powyzszy trafil ponownie do tego szpitala wczoraj tym razem z komplikacjami polekowymi na oddzial dermatologiczny.Najmniejszy oddzial szpitalny i skandaliczne tym razem traktowanie pacjenta.Po 14.00 brak dyzurnego lekarza na dermatologii.Eksperymentowanie na pacjentach.Jedynie pielegniarki probuja lagodzic sytuacje na tym oddziale.Niestety dobor ludzi decyduje o losie pacjenta.Czy prof.Durlik dyrektor szpitala nie widzi bledow???

  • gość 2018-03-12 13:59:17

    potwierdzam, pan doktor z niezwykle ciepłym podejściem do pacjentów, sprawny i fachowy

  • ulal - niezalogowany 2018-05-24 08:07:47

    a czy zostaly 2 nerki po zabiegu ?

  • gość 2018-09-30 14:02:00

    Gastrologia w tym szpitalu to dramat. Miałam helicobacter ale Pani gastrolog stwierdziłą że przeciwciała helico to nie znaczy że mama tę bakterię . Inny lejarz wdrożył natychmiast leczenie leczenie... zenada tłumok i tyle

Dodajesz jako: Zaloguj się