:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  0°C bezchmurnie

Samo życie: Szczęśliwy traf, czyli zapobiegliwość nieżyjącej matki

Na życie, życie Szczęśliwy czyli zapobiegliwość nieżyjącej matki - zdjęcie, fotografia

Jurek tego dnia nie miał dobrego humoru. Powód? Postanowił iść do lombardu i zastawić ostatnią pamiątkę rodową: pierścień zaręczynowy swojej matki - na lichwiarski procent. Nie widział jednak innego wyjścia: córka szła na studia do Krakowa i trzeba było zapłacić za stancję za pół roku z góry,

Zosia była bardzo dobrą uczennicą – oczkiem w głowie taty, który wychowywał ją od pięciu lat samodzielnie. Jej matka, a jego żona, zmarła bowiem niespodziewanie na raka trzustki. Był to tak niespodziewany cios, że długo nie mogli dojść do siebie. Na szczęście, oboje kochali się bardzo, a ta miłość pozwoliła im przetrwać najgorsze.

Jak dwie krople

Zosia, dorastając, coraz bardziej przypominała Jurkowi zmarłą żonę. Tak, jak i ona, była uparta i wiedząca czego chce w życiu. Kiedy na szesnaste urodziny przyniósł jej kwiaty i niewielki pierścionek z brylantem, oplotła ramieniem jego szyję i powiedziała: - Tatku, dzięki, ale następnym razem wolałabym jakieś książki...

Jurek wziął sobie do serca tę prośbę i przez kolejne trzy lata, aż do matury, przynosił Zosi w prezencie książki, które ona pochłaniała z wielkim zainteresowaniem. Bo to były najczęściej znane w świecie bestsellery z dziedziny ekonomii, którą jego córka postanowiła studiować.

On popierał ten wybór i robił wszystko, żeby tak się stało. Kiedy więc Zosia zdała najpierw maturę, a potem na studia na UJ, postanowił, że będzie mieszkała i uczyła się w jak najlepszych warunkach. Widział już bowiem oczami wyobraźni, jak za kilka lat to ona siedzi na jego miejscu w firmie, która była ich rodzinną własnością, a on spokojnie niańczy wnuki (bo jakże inaczej?) i najczęściej siedzi sobie na rybach.

Nagła zmiana

Niestety, życie często przynosi zmiany, których się nie spodziewaliśmy. Tak było i teraz. Kiedy Zosia wybierała się właśnie do Krakowa, a Jurek miał z nią jechać zapłacić za mieszkanie, jakie sobie upatrzyli, nagle otrzymał wiadomość: rosyjski kontrahent nie zapłaci; towar przepadł gdzieś za Uralem; nie ma widoków na odzyskanie pieniędzy.

To była dramatyczna wiadomość, stawiała bowiem firmę Jurka wobec widma upadłości, a plany studiowania Zosi – pod znakiem zapytania. Zyski firmy uleciały bowiem wraz z zaginionym towarem (porwała go mafia?), a on miał kłopoty z wypłatą dla załogi. I wtedy przypomniał sobie o pierścionku mamy...

W lombardzie nie robili mu złudzeń. Tak, wiedzą, że rodzinna pamiątka warta jest co najmniej 15 tysięcy złotych, ale oni mogą mu dać 7 tysięcy, i to tylko na trzy miesiące. Potem zwraca im 10 tysięcy albo pierścionek przepada...

Oburzył się na tę propozycję, ale nie miał wyboru. W końcu studia Zosi były najważniejsze... Tylko że humor miał tego dnia nie najlepszy.

Niespodzianka Zosi

W takim też, kiepskim humorze, zastała go jego córka. Kiedy wróciła do domu, od razu zorientowała się, że coś jest nie tak. Jurek nie potrafił niczego przed nią ukryć. Zawsze zresztą miał emocje na wierzchu.  Przeszkadzało mu to w interesach, zwłaszcza kiedy było trzeba twardo negocjować, za to często pomagało w domu, bo nie musiał przełamywać żadnych wewnętrznych zahamowań, żeby podzielić się niedobrą wiadomością. Było ją  po nim widać na odległość.

Tak stało się i teraz.

- Powiedz od razu – oznajmiła Zosia, kiedy spojrzała na ojca. – Jaki masz problem?

Oczywiście powiedział, zastrzegając się gęsto, żeby nie myślała, iż chce się wykpić ze swoich obietnic w sprawie stancji.

Zosia usiadła wówczas obok, przytuliła się do niego i głaszcząc po łysinie, oznajmiła:

- Oj, tato, prosiłam cię, żebyś wszystkie decyzje, które mnie dotyczą, konsultował ze mną. Skończyłam już przecież dziewiętnaście lat...

Spojrzał na nią uważnie, przeczuwał bowiem jakąś niespodziankę.

- Sześć lat temu, kiedy mama umarła – mówiła Zosia – znalazłam w jej rzeczach polisę dla mnie. To było takie zabezpieczenie na start w dorosłym życiu. Płaciła na nią po sto kilka złotych miesięcznie. Chyba ci o tym nie powiedziała, a ja pomyślałam sobie, że szkoda ją tracić i z kieszonkowych, które mi dawałeś, co miesiąc wpłacałam kolejną ratę. Wiesz, nie mówiłam ci, ale nie musisz zastawiać pierścionka. Nawet gdyby twoja firma nie miała kłopotów, też bym ci o tym powiedziała. Te pieniądze starczą i na stancję, i na studiowanie.

Jurek przygarnął córkę do siebie, pocałował w czoło i - naprawdę rozczulony – powiedział:

- Ty jesteś rzeczywista ekonomistka!

Po czym w myślach błogosławił swoją zmarłą żonę, córkę i... siebie, że nie poleciał z pierścionkiem do lombardu jeszcze dzisiaj.

Kolacja obojgu smakowała tego dnia wyśmienicie, a kłopoty z firmą wydały mu się zdecydowanie mniejsze...

DANUTA SKAŁECKA

Pożyteczny kontakt w podobnych sprawach:

AMA Consulting sp. z o. o.

ul. Cypryjska 2G, 02-761 Warszawa

Tel.: 22 742 10 75, tel./fax: 22 742 10 70

www.amaconsulting.pl


Samo życie: Szczęśliwy traf, czyli zapobiegliwość nieżyjącej matki komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się